Obecnie prezentowana przez pana Kollhoffa wersja przebudowy szkieletora jest zdecydowanie lepsza od projektów wcześniej proponowanych. Jest mniej masywna, zwiększenie powierzchni przeszklenia budynku dodało bryle lekkości.
Szkieletor musi być lekki w formie, aby nie ciążył nad Krakowem, a taki efekt zapewni zdecydowanie raczej szkło niż ciężka wizualnie kamienna okładzina. Taki kamienny wieżowiec byłby powtórzeniem sytuacji, jaka nastąpiła w Warszawie w 1955 roku, gdy nad tym miastem – dotychczas o skali kilkupiętrowej europejskiej pierzei (ca 20–30 m) – wyrósł potężny, obcy, kamienny kolos. Wyglądał jak przeskalowana kopia starożytnej aleksandryjskiej latarni w Faros, wstawionej brutalnie w morze warszawskich kamienic. Ten negatywny, obcy strukturze miasta wtręt, jakim stał się Pałac Kultury i Nauki, przełamały dopiero powstające wokół niego od lat 80. wieżowce, asymilując go jako tako w panoramie i przestrzeni stolicy. Czy można w krakowskich warunkach pozwolić na powtórzenie takiej historii? Raczej nie, gdyż okolice szkieletora nie są wskazane na kolejne lokalizacje dla zabudowy wysokościowej. Krakowski Manhattan tam nie wyrośnie. Ewentualnego błędu, czym byłaby przebudowa czyniąca ze szkieletora ciężki kamienny blokhauz wiszący nad Krakowem, nie da się później załatwić w wyżej opisany warszawski sposób. Nie wyrosną tam niwelujący jego obecność wysocy sąsiedzi. Dlatego należy się cieszyć, iż obecna wersja pana Kollhoffa jest bardziej szklana niż kamienna. To pójście w dobrą stronę. Szkło nada bryle lekkości, przebudowany szkieletor będzie mniej inwazyjny w panoramie miasta.
Nadal jednak nie jest satysfakcjonująca proponowana forma zwieńczenia. Ta miedziana kopuła sprawia wrażenie sztucznie nasadzonej na budynek czapy. Wynika to być może z próby uczynienia z wieżowca jakiejś formy odwołania do historycznych wież górujących nad dachami Krakowa. Niestety, efekt tej próby to raczej pastisz niż twórcze nawiązanie. Do tego obecnie proponowana kopuła w gruncie rzeczy bardziej przypomina historyczne rozwiązania bynajmniej nie krakowskie, a nowojorskie – zwieńczenia wieżowców z pierwszych dekad XX wieku (Singer bldg., Woolworth bldg. etc.). Przeniesienie tego wzoru w roku 2008 do Krakowa wydaje mi się mocno nietrafione i nie znajduje żadnego ideowego uzasadnienia [...].
Paweł Łukaszewicz
Czytelnik
Gazeta Wyborcza Kraków
2008-09-22
